Był taki dzień i taka noc.
Dzisiaj mijają 4 lata od mojego Everestu i zakończenia projektu Korona Ziemi
To dobry czas i miejsce aby opowiedzieć wyprawie na Mount Everest.
Mount Everest (Azja, 8.848 m n.p.m. w dniu 17.05.2018 r.)
Nie należę do osób, które szybko się zniechęcają. Wiedziałem, że wrócę po Everest – prędzej lub później. Rozważając różne czynniki postawiłem na najszybszy możliwy powrót – czyli kolejny okres wiosenny.
Rozpisaliśmy nową strategię. Tym razem zawalczymy o dwa ośmiotysięczniki. Ja o Everest ponownie, Sylwia o Lhotse – czwarty co do wysokości szczyt górski na świecie. Wszystko zaczęło się od nowa. Szukanie sponsorów, treningi i logistyka. Z jednej strony było łatwiej bo robiliśmy to po raz drugi, ale też trudniej bo zamiast 2 lat mieliśmy tylko pół roku.
Wyruszamy początkiem kwietnia. Docieramy do EBC, które jest prawie takie samo jak rok wcześniej. Niespodzianką jest Icefall. Zamiast ponad 30 zrywów i przepaści – mamy ich w tym roku tylko kilka. Pojawiły się za to pionowe ściany. Jeśli widziałeś serial „Gra o Tron” to właśnie tak ,mniej więcej, wyglądała lodowa ściana podobnie jak w serialu.
Jesteśmy wytrwali i przez kolejne 2-3 tygodnie budujemy aklimatyzację. W końcu nadszedł dzień ataku szczytowego. Tym razem dopilnowałem wszystkich szczegółów, a z moimi butlami spałem nawet w namiocie. Musiałem być pewny, że trud wyprawy nie będzie zniwelowany przez czynniki zewnętrzne. Sylwia schodzi ze zdobytego Lhotse, a ja ruszam na atak szczytowy na Everest. Czuje się dobrze i jestem bardzo zmotywowany.
Tym razem atak szczytowy był bez niespodzianek. Z satysfakcją zrobiłem kolejny krok nad miejscem, z którego zawróciłem rok wcześniej. Oczywiście było ciężko. Było zimno. W końcowym etapie szedłem mocno zmęczony. Jednak Everest ugościł mnie pięknym słońcem i dobrą pogodą.
Zdobyłem Mount Everest!
Zdobyłem Koronę Ziemi!
To niesamowite uczucie być tam i cieszyć wszystkie zmysły.
Bajecznie! Fantastycznie! Energetyzująco! Po prostu niesamowicie!
Spędziłem na szczycie aż 50 minut ciesząc się widokami i przeżywając wewnętrznie tą wyprawę, atak szczytowy i jego zwieńczenie.
Uniosłem ręce do góry w geście zwycięstwa. Otarłem lód z brody i uśmiechnąłem się do zdjęcia.
I całkiem spontanicznie, bez wcześniejszych przygotowań, powiedziałem co powiedziałem:
„Świat należy do nas! Świat jest mój!” Warto brać sprawy w swoje ręce i dążyć do realizacji marzeń.
Moja 6 letnia droga po Koronę Ziemi dobiegła końca.
Teraz, po powrocie, mam tę możliwość aby opowiadać tą historię na spotkaniach z przedsiębiorcami, ze studentami, z uczniami lub na festiwalach górskich.
Korona Ziemi w liczbach
Ilość szczytów: 9
Zdobycie pierwszego szczytu: 25 czerwca 2012 r.
Zdobycie ostatniego szczytu: 17 maja 2018 r.
Ilość kontynentów na których się wspinałem: 7
Budżet: 571 000 zł.
Wartość dla mnie: bezcenne
Ilość dni treningowych: ok 600 dni.
Ilość zdobytych szczytów, przełęczy w okresie przygotowawczym: 23 szczyty powyżej 5000 m n.p.m.
Napisz odpowiedź